7 sie 2017

Coś się kroi

Coś wisi w powietrzu i nie daje spać...
To urlop w siodle.
W ubiegłych latach przy pomocy różnych motocykli zwiedzałem raczej najbliższą okolicę - tj bardzo dotkliwie Polskę - szczególnie Mazury, Bieszczady, Tatry i Kaszuby. Zdarzyło się również zahaczyć kilkukrotnie o Litwę, Słowację czy Czechy. Pozostałe me wyjazdy odbywały się raczej przy pomocy podniebnego autobusu.
Według planu na ten rok, po zdobyciu odpowiedniego doświadczenia jazdy w terenie i panowania nad ciężkim enduro czas zacząć planować nieco dalsze podróże. W tym roku stać mnie na Rumunię i Mołdawię.

9 cze 2017

II Rajd Bieszczadzki

W zasadzie od zawsze wspominałem że ze wszystkich form spotkań motocyklowych lubię właśnie rajdy, tak na żadnym jeszcze nie byłem. W ubiegłym roku zapadł w pamięci dość obszernie reklamowany rajd bieszczadzki, jako rajd turystyczny o niewielkim stopniu trudności. Jak nic uznałem, że jest to dobry pomysł za zapoznanie się, czym takim są rajdy, mimo że ten nie należy do wybitnie wymagających ale na początek jak znalazł.
Zasadniczo rajd polegał na pokonywaniu trasy wg wyznaczonego roadbooka (czyli listy z zaznaczonymi miejscami charakterystycznymi dla zmian kierunku jazdy), zbieranie punktów dodatkowych na punktach kontrolnych, szukanie miejsc charakterystycznych wyznaczonych w instrukcji (jako potwierdzenie obecności w wyznaczonych punktach) i uzupełnianie karty rajdu. Liczą się punkty z powyższych czynności, oraz poprawny dystans trasy wynikający z drogomierza.
Rajd miał miejsce 5-7 maja 2017 roku w Polańczyku i wiódł przez okoliczne miejscowości i tereny leśne. Podzielony on został na dwie trasy - Road - drogową i Adventure - drogami 5 kategorii. W Bieszczady pojechaliśmy z Rostkiem wcześniej, aby trochę pochodzić po górach i komfortowo stawić się na rajd w piątek popołudniu. Dlatego nasza podróż zaczęła się 3 maja.

3 gru 2016

Podsumowanie sezonu 2016

Rok 2016 


Używany motocykl: BMW R1150GS
Najechane kilometry: 11601km

Wyjazdy

Rozgrzewka w tym roku rozpoczęła się na K75, ta jednak nie wytrzymała starcia z mercedesem i dopiero GS rozkręcił sezon w okolicy kwietnia wybierając się w kierunku mazur, gdzie Rosticz jechał jeszcze swoją kawą.
Stańczyki















W połowie maja jeszcze z Kawą i Rostkiem wybraliśmy się do Gdańska i półwysep helski. Połowa maja a wiało i było tak zimno, że Rostek się wykruszył i odchorował ten wyjazd, szczególnie, że jadąc w stronę tam kilka razy padał deszcz a my spaliśmy w namiocie - w śpiworze i pełnym odzieniu. Na zewnątrz panowała temperatura w okolicach 5 st C. Zdecydowany przedsezon bo ludzi też było mało, ale tych lepiej unikać. Ciekawy za to był przejazd przez trójmiasto i kontrola policyjna ... ot tak. 
Sopot
W najdłuższy dzień lata wybraliśmy się ze Sławkiem i Wojticzem na przejazd wzdłuż granicy państwa. Zbliżyliśmy się bardzo blisko do trójstyku PL-LT-BY, jednak w obawie przed konsekwencjami prawnymi nie dotarliśmy do samego miejsca pomimo pułapek zastawianych przez SG w postaci położonych drzew. Nocowaliśmy nad jeziorem Płaskim, a noc była naprawdę jasna, a rozmowy wiodły się godzinami. 
Jezioro Płaskie

Namiot nad jeziorem

Co prawda nie motocyklem, ale wydarzeniem dla każdego motocyklisty jest zakup nowego motka - Rosticz przesiada się na motocykl klasę wyżej - Suzuki DL 650 
Suzuki DL650 "mały" V-Strom 
... który niedługo po zakupie wyprowadza na spacer w teren z którego już nie wrócił na swoich kołach.


Rostek pokonuje kłodę
 W lipcu wybraliśmy się na trasę przełajową, która biegła przez dukty leśne, czasem zapadliska, drogi polne, błota, piaski gruzy i takie ścieżki jak na zdjęciu powyżej. Dla Rostka to było nowe doświadczenie ponieważ wcześniej nie jeździł w terenie a na motku miał założone opony a'la terenowe tj Tourance Next który nie sprawdził się w błocie i piasku. Trasę pokonywaliśmy już od dłuższego czasu i po ok 5h jazdy, gdy my z Wojtkiem szaleliśmy po leśnych szutrach, Rostek stracił rezon i wyciągnął zakręt atakując pień drzewa wykonując ewolucję w powietrzu wylądowali gdzieś w krzakach. Zorientowaliśmy się, że Rostka nie ma po pewnym czasie, gdy do nas nie dołączał. Gdy wróciłem na miejsce zdarzenia motek stał już na kołach a Rosticz siedział w jagodach. Nic wielkiego mu się nie stało poza drobnym potłuczeniem. Miał na tyle szczęścia, że nie poszedł w drzewo ani nie urwało mu nogi. W motku pękła felga, zgiął się stelaż czaszy, złamało mocowanie szyby i ścięło prawy set. Powrót motka do sprawności trwał około miesiąca, wyniósł ok 2000 PLN ale dokładność z jaką dokonaliśmy rekonstrukcji zasługuje moim zdaniem na uznanie, poza drobnymi szczegółami dosłownie brak jest jakichkolwiek śladów upadku. Wydarzenie zakończyliśmy akcją ratunkową, błyskawicznie i w rekordowym tempie wróciliśmy z Wojtkiem do Miasta, załatwiłem samochód z hakiem i przyczepę i do północy byliśmy już wszyscy w domach. 

W sierpniu ponownie pojechałem w samotną podróż po polskich górach, kilka dni w bieszczadach

Tarnica
Tam większość czasu spędziłem na nogach, ale nie zabrakło też śmigania po bieszczadzkich drogach. Rano do południa chodziłem po połoninach a po obiedzie wybierałem się na przejażdżki motocyklem. Kilkukrotnie pokonałem pętle bieszczadzkie w drodze do Sanoka na wystawę Beksińskiego czy do Ustrzyk Dolnych po olej który uciekał lewym cyckiem. Także jeśli ktoś widział czarnego GieSa w Bieszczadach wyprzedzającego na serpentynie na kolanie - to byłem ja. Po kilku dniach mieliśmy się zgrać starą ekipą w Tatrach także i tam się wybrałem przez Słowację i Pieniny. 
Bieszczadzki GieS

W kierunku Pienin





W tatrach na dłużej odstawiłem motocykl, gdyż spędzając czas ze znajomymi poruszaliśmy się wspólnym środkiem transportu.
Skalnate Sedlo















Wracając z tych wakacji postanowiliśmy zrobić wyścig rodem Top Gear gdzie ścigaliśmy się Subaru Forester XT po autostradach kontra motek najkrótszą drogą. Zastało mnie wiele korków i remontów dróg, które pokonywałem w typowym dla motocykla stylu choć wciąż jadąc przepisowo, w Warszawie auto było 12km przede mną, ale tę stratę nadrobiłem na wylocie z obwodnicy Wyszkowa, gdzie auto stało w korku a ja jechałem środkiem na pohybel. Wniosek? - Trzeba jeździć motocyklem - ale po autostradach. Ale ja tego nie robię bo nie miał bym szans z tak szybkim autem i szkoda mi było silnika i masakrycznego spalania.


Tydzień później we wrześniu, kiedy Rostka motek odzyskał sprawność, wybraliśmy się do Lublina i w okolicę. Zwiedziliśmy samo miasto i zawitaliśmy w Kazimierzu Dolnym, w którym też poznaliśmy bardzo ciekawą kuchnię żydowską.
Lublin Stare Miasto

Wąwóz w Kazimierzu Dolnym
Mimo wszystko to nie było nasze ostatnie słowo, tydzień później pojechaliśmy na weekend na Litwę. Zwiedziliśmy Wilno a w nim same perełki a dokładniej: Ostra Brama, Rynek, Katedra, Góra Trzech Krzyży, Cmentarz na Rossie, Kościół św. Anny, Wieża Giedymina, Prospekt Giedymina, Zarzecze. Nie zabrakło też czasu na piwo w centrum miasta.
Wilno z góry Giedymina

Miejsce noclegowe - cypel















Z Wilna zajechaliśmy do Troków, gdzie przeraziła nas ilość ludzi tam przebywających. Było to wręcz uciążliwe i to do tego stopnia, że nie zatrzymaliśmy się przy głównej atrakcji a pojechaliśmy dalej w poszukiwaniu miejsca do kąpieli. Kolejne miejsca postojowe zajęte, samochody zaparkowane na ulicy i przeludnione plaże - jechaliśmy dalej. Im dalej tym było spokojniej aż dotarliśmy do miejsca, gdzie na parkingu stało kilka tylko aut na tablicach litewskich i kilka ludzi siedziało na małej plażyczce mocząc swoje dupska w stylu PRL, co nam się bardzo spodobało, gdzie zażyliśmy kąpieli. Postanowiliśmy że właśnie tam poszukamy sobie miejsca do noclegu, ale wszędzie były zakazy albo masakryczne ilości rdzennych mieszkańców, których zapędów nacjonalistycznych się obawialiśmy, tym bardziej, że żadni z nas w tym sezonie zawodnicy do picia gdyby przyszło się integrować. Wybraliśmy zatem camping, który okazał się miejscem idealnym, a upatrzone przez nas miejsce na szczycie cypla o szerokości namiotu było całkowicie wolne. Zaraz po ustawieniu obozowiska udaliśmy się motocyklami na obiad do najlepszej w okolicy restauracji na kibiny.  Nie tylko kibiny były dobre ale również niezwykle urocza i najpiękniejsza na świecie kelnerka, która jako jedyna komunikowała się po angielsku, więc i my mieliśmy możliwość z nią obcowania. (Można spytać czemu po angielsku skoro tam można po polsku - a bo język angielski zachowuje tu pewien poziom neutralności i jak zauważyłem trudniej o nieporozumienia i jest się lepiej traktowanym, również na Litwie poprawiły się warunki językowe i coraz więcej ludzi włada tym językiem. Rozmawiając po rosyjsku czy polsku obawiałem się nasilenia negatywnych zjawisk nacjonalizmu.)
Hobby na litwie - Żaglówki, nurkowanie, baloniarstwo i fajerwerki

Poranek

Nie, to nie koniec. Bo w październiku pojechaliśmy z Rostkiem do Nidzicy. Zobaczyć zamek i pokręcić się po okolicy. Mieliśmy jakiś fart bo pod samym zamkiem ktoś wykonywał fotografie ślubne i chętnie przygarnął nasze brudne motki do zdjęć w zamian za flaszkę. 


Zamek w Nidzicy
Na następny dzień pojechaliśmy do Białowieży, wracając z której lasami napotkaliśmy pole konopi włóknistej, które kwitnąc pachniało tak intensywnie, że zapach niósł się przez kilometr.

konopie włókniste

Podsumowanie 

To tylko nieliczne wycieczki w tym roku, których fotografie się zachowały. Kasacja cegły wymusiła na mnie zmniejszenie wydatków w tym roku co spowodowało moje rozgoryczenie, że i w tym roku tylko po Polsce bo aby zachować tą intensywność jeżdżenia i móc pojechać gdzieś dalej nie wchodziło już w grę. Mimo tego patrząc przez perspektywę wszystkich wyjazdów, tych na motocyklu, na uczelnię, nowym autem kolegi, do Anglii na majówkę wskazuje raczej na udany sezon podróżniczy. I pewnie znajdą się tacy co jadą za dolara na koniec świata autostopem ale ja niestety muszę jeździć motocyklem, bo to wciąga. Tak wiele jeszcze muszę się nauczyć... szczególnie w terenie. 
Nowy motocykl, nowe doznania i nowe obszary do zdobywania. To już nie ten czas kiedy się z zazdrością patrzyło na boczne drogi z myślą, że nie mogę tam pojechać... teraz już mogę i jest teraz tak wiele do zobaczenia. Na swoim motocyklu się nie zawiodłem, spełnia się idealnie w swej roli wielkiego duala. Owszem, wymaga ode mnie wiele siły, pomyślunku i wytrwałości, upadków już nie policzę. Ale i taką krową można się nauczyć, pod koniec sezonu zacząłem wyczuwać o co chodzi w tym temacie. Niestety na koniec sezonu... teraz dłuższa przerwa i od wiosny nauka na nowo. Ale z każdym sezonem może być tylko lepiej.
Tylko to jeżdżenie motocyklem zrobiło ze mnie gorszego kierowcę samochodu poza sezonem. Dużo łatwiej się denerwuję, ponieważ na motocyklu nie pojawia się tak wiele problemów w ruchu drogowym. Ale z drugiej też strony jak rozmawiam ze znajomymi, coraz więcej ludzi jeździ coraz gorzej. Natomiast na bezdrożach ich nie ma więc tam będzie można od nich w kolejnym sezonie odpocząć. 
W przyszłym roku zdecydowanie gdzieś trochę dalej i więcej terenu. Na początku zakup nowych opon i przyuczki jazdy w terenie a następnie w maju rajd bieszczadzki a w okolicach sierpnia Rumunia, Mołdawia i być może Ukraina - jeśli sytuacja polityczna na to pozwoli. A może będę już wyposażony w kamerę sportową i będę mógł składać filmy?

Naprawy

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wymieniony został olej, wyczyszczony filtr powietrza i wymieniony filtr oleju, olej w przekładni i skrzyni biegów. Wymieniłem też klocki hamulcowe, co wmusiło automatycznie kolejną naprawę, gdyż jak się okazało najkrótszy przewód hamulcowy w tym motocyklu nie wytrzymał. Wymieniony został na nowy oryginalny z białostockiego salonu. W trakcie sezonu nie wykonywano żadnych napraw poza zmianami opon testowo na używane K60 oraz łataniu kierunkowskazów. Dołożono również gmole, bez których jazda nie miała by sensu a tak przynajmniej mogłem kilka razy zaorać pole.
Po sezonie wymieniono olej oraz filtr oleju i powietrza, który z K&N zamieniony został na tradycyjny papierowy. Filtr papierowy lepiej chroni przed kurzem i innym szajsem który dostaje się do airboxa, a tego było po tym sezonie bardzo dużo i w obawie przed niedokładnym filtrowaniem kurzu i z myślą o większej powierzchni filtrującej zmieniłem filtr na papier. W dodatku kurz w połączeniu z olejem z K&N'a tworzy silne złogi, które ciężko usunąć. Eksperymentalnie pozostanie filtr papierowy a w połowie sezonu rzucę okiem co tam słychać. Na koniec sezonu usunięty został też wyciek oleju z lewego cycka, który wydobywał się z górnej krawędzi łączenia cylindra z blokiem silnika. Okazało się, że poprzedni właściciel lub handlarz użył środka do mycia silników, którego nie stosuje się na części aluminiowe a następnie niedokładnie go zmył co spowodowało wżer na tym łączeniu, przez który uciekał olej, bo jak powszechnie wiadomo, w silnikach BMW panuje znaczne ciśnienie wewnętrzne. Ślady użycia tego środka widać na pozostałych elementach motocykla ponieważ utlenione części stopu alumagnezowego spowodowały powstanie nabrzmiałych burchli pod elementami lakierowanymi. Ponad to zdjęta głowica została lekko zregenerowana - wymieniłem uszczelniacze, poczyściłem gniazda zaworowe i zrobiłem planowanie. Niestety po złożeniu z zachowaniem wszelkiej staranności okazało się po przejechaniu jazdą próbną ok 250m, że coś strzeliło w silniku. Okazało się po zdjęciu pokrywy zaworów, że to szpilka czy też inaczej znana jako rozpórka nie wytrzymała napięcia i zerwała gwint... na szczęście na nakrętce a nie w bloku silnika, co się w tych motocyklach zdarza dość często. Po zakupie nowej rozpórki nie trzeba było nawet zdejmować głowicy. Tym razem pozostawiono za nakrętką więcej wolnego gwintu i użyto więcej oleju do montażu. Do chwili obecnej nic się strasznego w tym temacie nie wydarzyło. 
Wymieniono jeszcze olej w przekładni głównej, nasmarowano łożyska wahacza paralevera i nasmarowano wałek wielowypustowy smarem BR zalecanym przez Chriss'a Harris'a. W planie pozostaje jeszcze rozebranie sworznia kulowego telelevera ponieważ guma osłonowa nie wytrzymała. Planuję jedynie wymienić osłonę oczyścić i nasmarować sworzeń. Jeszcze w tym pozasezonie dodam osłonę chłodnicy oleju, oświetlenie dodatkowe na nocne odcinki rajdowe oraz opony na ten sezon - Mitas E-07 Dakar (GELB). 
W przyszłym roku planowana wymiana filtrów wraz z filtrem paliwa, i wymiana łożysk igiełkowych paralevera ponieważ na bieżni prawego łożyska widać odciski igiełek co świadczy o końcu tego łożyska, jednak pozwolę mu pracować jeszcze ten sezon. 

4 maj 2016

Przełom

Przełom 2015/16 był dość intensywnym okresem głównie z uwagi na fakt, że wielu znajomych nagle zaczęło kupować motocykle. Wystarczy spróbować, żeby zrozumieć. I mimo żon stojących nad głowami kilku kolegów wyposażyło się jak tradycja nakazuje, wpierw moto, następnie lejce. Tylko Rostek był inny i na wskroś odpowiedzialny wykonując tę operację zgodnie ze sztuką wojenną. Pod koniec sezonu 15 polowaliśmy na GieeSa od Suzuki na kat A2, bo w taką Rostek mógł się wyposażyć zgodnie z prawem. GS'y znikały z rynku w zastraszającym tempie, a nasze położenie względem kraju mało korzystne, próbując znaleźć coś w miarę zadbanego, wszak wiedząc że olejaki Suzuki znane są z wytrzymałości i w związku z tym wystawiane są często na jej próbę. Zawsze gdy próbowaliśmy coś kupić ktoś był przed nami. Doszliśmy w końcu, że tym ktosiem był człowiek z Łodzi, który kupuje GS'y, remontuje je i sprzedaje. Nie był jednak w stanie szybko sprawić nam wersji na A2 w konfiguracji golas a czas gonił, bo sezon się kończył, był to środek września. Załamani rynkiem Suzuki jeszcze raz zweryfikowaliśmy rynek i los padł na pewien weekend, którego to postanowiliśmy odwiedzić kilka gospodarstw. Tak oto naszym oczom ukazał się Bandyta w stanie agonalnym i ciekawa sztuka Kawasaki ER-5. Na takie coś padł los.


 Po Kawę mieliśmy ok 100 km, także w naszym przypadku rzut kamieniem. Ale dość dobry stan utrzymania przykrył powypadkową historię motocykla. Szybki proces rejestracji i jeszcze w weekend można było pojechać na mazury, do Węgorzewa, Kętrzyna, Giżycka, etc. Jednak o tej porze roku, mazury nie są ciekawe, a przede wszystkim brakuje ludzi i jest dość chłodno... choć z drugiej strony, może to i lepiej. Nawet bardzo fajne noclegi są w bardzo przestępnej cenie.



Zaraz w październiku innyż kolega nabył trochę inne Kawasaki - VN800. Nie był to jednak ani motocykl w który trzeba było pchać pazury, ani taki, który wzbudzał w nas specjalny entuzjazm. 
To nie był koniec na ten rok. Dokładnie 1 listopada udaliśmy się z kolegą w temperaturze 6 stopni do pobliskiej Hajnówki, na oglądanie motocykla na Wojtasa. Koniecznie musiała być to Honda, i koniecznie turystyczne enduro, dlaczego nie Transalp? Wyjęty z kurnika dziadek z 89 roku został bezpiecznie przetransportowany do naszego garażu, gdzie został rozebrany w drobny mak. Od wielu lat sędziwy Trampek nie był serwisowany. Łańcuch trzymał się na drucie, połamane owiewki, zapchane filtry, brudne gaźniki. Całą zimę zajęło sprzątanie tego bałaganu. 

Motocykl z kurnika
Nowy model Hondy

Efekt końcowy


Z Hondą spędziliśmy całą zimę. Wykonując wszystkie prace serwisowe w tym regulacja zaworów, czyszczenie i regulacja gaźników, reperacja i nowa powłoka lakiernicza na owiewkach, nowy napęd i łańcuch, gmole, etc.
Początek sezonu 2016 już w marcu zaatakowaliśmy grupowo Augustów i mimo niskich temperatur daliśmy sobie radę, choć niektórzy z nas mieli grzane manetki (Honda). Dzień jazdy, 2 tygodnie oczekiwania na pogodę. W ten czas przygotowanie cegły na sprzedaż, gdyż już zebrano fundusze na nowe, turystyczne enduro w jej miejsce. Oferta zgrabna ale jak zawsze kupiec musi przesadzić z zaproponowaną ceną i tak oto termin się dłużył.
Pierwsze wyjazdy w sezonie charakteryzują się tym, że bardzo chce się jeździć i robi się to za wszelką cenę. Dlatego szybko na motocykl i w drogę... a tu, brakuje tego, a to tamtego i krąży się po mieście zamiast w końcu uderzyć w teren. I tak było tym razem, gdzie trzeba było jeździć przez całe miasto kilka razy aż w końcu roztargnienie i chęć bezpiecznej zmiany pasa spowodowały bardzo szybkie zatrzymanie BMW na Mercedesie. Cegła zmieniła się w scyzoryk i złożyła przedni widelec wyrywając trzpień kolumny kierowniczej z półek. Sam zrobiłem salto w przód i garbem otworzyłem okno tylnej klapy w starym mercedesie kombi. Mi zasadniczo nic się nie stało.

Gruzin
Dosłownie na kolejny dzień, w myśl zasady "spadłeś z konia, wsiądź na konia" zaprzęgliśmy do pracy zasłużoną Jawę 350. Ta lekka cholera jeździła po lesie jak gdyby nigdy nic. Przedzierała się przez błota i chaszcze nic sobie nie robiąc z temperatury ani wybojów. Potrafiła także przelecieć nad 1,5m dziurą, której wstępnie nie dało się zauważyć. Jawa to jest sprzęt nieprawdopodobny.

Rysie w lesie

Bezkrólewie nie trwało zbyt długo, po tygodniu znalazł się człowiek, który podjął cegłówkę i a trzy dni później w podróży do centralnej Polski zdobyłem czarny panzerkampfwagen przez innych nazywany stodołą na kołach - R1150GS.


Buma

Z tymi oto sprzętami zaczynamy ten sezon.

5 cze 2015

Polska polnocna dnia druga

Noca troche halas z tej szafy ponoc dzialaja do 3. Boze cialo. Caly swiat zamkniety. Pakowania i oczekiwania na ladna pania bo trzeba zostawic 60 zl - tyle co ten lokal kosztuje - mozna powiedziec ze duzo - bo wzglednie sporo ale warto bo widac ze pieniadz nie jest wywalony w badziew. Paku paku, herbata i rura w obwodnice trojmiasta. Rano i w swieto ruch drobny wiec jedzie sie konfortowo. Zaraz po zjechaniu z obwodnicy robi sie ciasno i widac wiele zamiejscowych rejestracji, skrzyzowania zakorkowane ale nie jest to problem dla jezdzca o dwoch kolach. Kierowcy sa raczej mili i jak widza ze jedzie sprzet to sie rozjezdzaja, co jest mile i bardzo widoczne czego w takim stopniu nie widuje sie na scianie wschodniej. W ten sposob zaoszczedzilem sporo czasu i po chwilu znalazlem sie we wladyslawowie. Jeszcze dwa skrzyzowania i jestem na polwyspie helskim. Najwiecej co widac wody to zatoka bo otwarte morze wciaz jest gdies za drzewami a na poboczu zatrzymac sie nie mozna, wiele co parkingow to zaraz ze platne. Robimy pieniadz na wszystkim. W oddali widac latawce od kite surfingu bo wieje sakramencko a w porownaniu z dniem poprzednim wieje jak szatan w dodatku zimnym wiatrem, ze nawet zastanawiam sie bardzo czy nie zalozyc kolnierza do kurtki bo w lokciu czuje mroz co nie pomaga na bolaca juz drugi dzien reke. Widok ladny z lewej tor kolejowy, z prawej zatoka pucka i masy dzikiej rozy, ktora gdy jedzie sie motocyklem czuc zdecydowanie jej zapach. Chalupy to raczej wies bananow zas Jurata to typowe sanatorium dla starych ludzi. Caly polwysep przypominal mi lotewska Jurmale. Przynajmniej tyle widzi sie z poziomu ulicy. Pozniej zaczynaja sie krete drogi do Helu, tereny wojskowe i w koncu upragniony... Pochod? Boze kur.... Cialo. Hel to miasto zlozone z 2 ulic jednokierunkowych a procesja wali tylko glownymi i to zgodnie z ruchem wiec nic tylko sie obrzezac. No ale to tylko jeden dzien, ktory z calego swego zla oferuje czas wolny tak ze nawet w pracy nie czynia sie straszne zaleglosci.

W Helu wieje jak sukinsyn i najchetniej pojechalbym juz stad ale procesja sobie poszla a ja zahaczylem na okolopoludniowe sniadanio-obiad. Tak oto bardzo sympatyczna i ladna (to chyba mnie determinowalo do wyboru lokalu) pani zachecila mnie do stolowania sie w ich lokalu (zdjecie w czasie bo teraz z telefonu nie ma jak dodawac)

 wszystkie lokale oferuja to samo.... Ryby, ryby i jeszcze troche ryb. Jest tez sporo lokali w stylu kebab (np kebab u ali - no u nas lepiej sie sprzedaja kebaby z tureckim przezwaniem i hindusem za lada (niby bo taki egzotyczny a glupi nie odrozni hindusa od araba) nic to, zamowilem kawe (jak zawsze espresso) oraz pierogi "kaszubskie" pani poinformowala mnie ze sa to pierogi z...... Po mojemu po prostu ruskie. Zaskoczylo mnie po pierwsze: espresso pani podala z woda, a na pierogi mimo iz to tylko pierogi, przygotowane i podane byly tak fest, jakby to byla potrawa szefa kuchni. Smak i kompozycja bardzo na tak. Przehulalem jeszcze glowna aleje na zakazie (bo inaczej nie bylo wyjscia - jeden kierunek) i udalem sie na zwiedzanie cypla.

Zaparkowalem u pana na platnym parkingu za pol ceny auta i poszedlem na spacer. Bardzo podobalo mi sie wykorzystanie elementow obronnych (z muzeum obrony wybrzeza) oraz polaczenie tego z lokalnymi restauracjami zachowanymi w duchu wojskowosci i patriotyzmu jak np lokal u Franka. Coz no latarnia helska jak to latarnia (taki komin z zarowka na koncu) to i u nas w elektrocieplowni podobne. Trzeba bylo jednak zobaczyc drugi brzeg i w upal ten udalem sie na plaze gdzie zmacalem sypki piasek, slona wode, kilogram wiatru i wydmy.
 Nie marnujac czasu wrocime do motka i odjechalem na przyladek Rozewie - na skrajny polnocny punkt Polski.

Znalazlem kawalek miejsca do zaparkowania i udalem sie na brzeg gdzie wiatru byli 5 kilo i lba prawie mi nie urwalo. Przeszedlem sie brzegiem i gdy przy brzegu wialo tragicznie to na samej gorze grzalo piekielnie i tak mnie zasuszylo ze potrzebowalem sie napic.

 Z tym ze byle napoj kosztowal 5 zta. Nic to i po brukowanych drogach pognalem dalej az ta sie skonczyla a ja niepostrzezenie poczalem jechac w glad kaszub. Tak oto wpadlem w Kartuzy a w okolicy tankujac znalazlem spanie na campingu w Zaworze.

 Swietny camping, tani (pozwolil wyrownac cene z poprzedniego noclegu do ustalonej normy) a poza tym swietnie utrzymany i o wysokiej jakosci polozone nad jeziorem w ktorym woda jest wysoce przejzysta.
(Odtąd dopowiedzenie - na spokojnie w domu)
Camping wyposażony w ustrojstwa takie jak wifi, prysznice na monety czy bar z mrożona pizzą i ciepłym piwem. Odpoczywając przy barze miałem okazję poznać ciekawych ludzi z całego wszechświata organizujący właśnie biegi na orientację. Można było troszkę porozmawiać z ciekawymi ludźmi i podzielić się różnymi spostrzeżeniami. Jak wszystko co dobre i to się skończyło a w ramach poszukiwania straconego czasu wziąłem jeszcze kąpiel w pieruńsko zimnym jeziorze.
Wieczór upłynął pod hasłem białego wina. 

4 cze 2015

Polska polnocna dnia pierwsza

Dnia pierwsza w tym wyjazd.
Poczatkowo jak kazdy wyjazd wokol komina. Przygotowanie maszyny, kuferki, dry bag, jeszcze tankowanie i dluga. Do Grajewa po staremu, nudno do granic mozliwosci. Tam juz w strone Pisza i robi sie ciekawie, zakrety... To co lubi kazdy motocyklista. Wszystkie te meandry wojewodztwa warminsko mazurskiego - zachwycajace. Kilometry mijaja niewiadomo kiedy az nagle nieopodal Olsztyna mapa googla mowi skrec w prawo - gdzies na jakas wioske. (trasa zgodna z mapa) Tak kiepskiej drogi nie widzialem dawno, wspominalem tylko raport NIKu o fatalnym stanie polskich drog. Jezdnia szerokosci przecietnego auta klasy c, po srodku garb jak tylko dla terenowych. Chociaz krajobraz piekny bo drzew szpaler i wspanialy cien. Choc mimo dobrej pogody wiatr wial okrutny (co pozniej bedzie dawalo w kosc) mijajac w dzien roboczy okoliczne wioski trzeba bylo szczegolnie uwazac na dzieci, ktore jak to na wioskowych szkolach juz ok 13 konczyly zajecia. Gdy nagle ni stad ni z owąd zza zakretu wylonil sie a jakze blisko z uczniami spokrewniony - autobus szkolny. Dawal wrazenie ze jest silnie spozniony gdyz prul z calej pety a ja tu taki maly jak filip z konopii pojawiam sie mu na drodze. Kierowca zawodowiec nawet na zakrecie umial dohamowac i zwiac w krzaki zeby tylko nie zamordowac motocyklisty, swoja droga - jak on sobie radzil z tak parszywa droga?! Ja rowniez dokonalem uniku i lekko po poboczu umknalem zagrozeniu, jednak gdybym jechal autem - tam nie bylo miejsca na dwoch. Ta tragiczna droga skonczyla sie w Dobrym Miescie, gdzie asfalt zrobil sie gladki i krety przypominajac wskros droge z Hajnowki do Bialowiezy, nawet byl wymalowany w identyczny sposob. Tym tez skrotem udalo sie ominac Olsztyn i w szybkim tempie wjechac na krajowa 7. Tam szerokimi i niepasjonujacymi drogami szybkiego ruchu, zaraz po zapaleniu kontrolki "rezerwuj dystrybutor" zjechalem na lotos we Fromborku [Malborku - ten post pisałem pod wrażeniem wina] (ciekawostka - tu nigdzie nie pytaja o karte nawigator a jest to 5gr mniej na litrze). Poniewaz jest to pare km od domu postanowilem ze jest to tez dobry moment zeby wypic kawe i dac odpoczac stopom od tych kaloszy. (forma arrow sx). Przy okazji wyszly na wierzch nauki instruktora nauki jazdy ze bardzo spinam ramiona i po prostu po tylu kilometrach prawe - pracujace ramie zaczelo bolec. Nic to i juz z Fromborka [Malborka!] do samego miasta Gdansk poruszajac sie grzecznie w wolnym ruchu jechalem w kolejce. W samym Gdansku gdy zaczely sie skrzyzowania, mozna bylo je sprytnie ominac a nawet uzyc buspasa, gdyz tam ruch motocykli jest dopuszczony (przynajmniej na drodze obok muzeum solidarnosci). Zatrzymalem sie gdzies za ostatnim znakiem "centrum" i rowniez w googlach poszukalem na szybko noclego. Strzal 1 - zajete wsztsko, 2 - nie odbiera, 3 - "oczywiscie do wyboru do koloru". Tak oto trafilem do hostelu w samym centrum i mimo ze bylo to w kamienicy - byla gruntownie wyremontowana, tak bardzo ze w srodku mialo sie wrazenie ze to budynek postawiony w tym roku. Wszystko na kody, marmury, swierze tynki, piekne lazienki, nowe meble i bardzo wygodne lozka na bogatych materacach. Kuchnia wyposazona w sprzety boscha, nie braklo rowniez brazowego cukru a zastawa wybrana z ikei nie byla nawet z tych najtanszych. Mozna tam liczyc na wszelkie nowoczesne wygodki a nawet kieliszki do wina. Co prawda z recepcji nie bylo nikogo ale przez telefon po podaniu stosownych kodow juz mozna bylo uzywac calego dobrobytu. W lazience po wlaczeniu swiatla leciala muzyka, dostepne byly patyczki do uszu (taki szczegol) a kazdy swoje klamoty mogl zostawic w wielkiej drewnianej skrzyni. Wsrod innych gosci bywali rowniez litwini ale oblozenie nie bylo pelne i trafil mi sie pokoj zupelnie pusty, calkiem dla mnie. Jeszcze tylko zmyc z siebie trud dnia i moze w koncu jakis posilek? Poczatkowo liczylem na "restauracje turystyczna" czyli cos a'la "topolanka", jednak byl ogrom ludzi a oferta typowa dla takich miejsc, zaszedlem w inne typowe miejsce da grasso przy ul szerokiej, ale odnioslem wrazenie ze tamta pani nie jest zadowolona ze swojej pracy, nawet nie miala checi pozartowac. Tu wskazowka - nie ma co brac pizzy na cienkim ciescie w klimatyzowanym lokalu bo stygnie jeszcze przed osiagnieciem polowy - tak oto twardym ciastem zacialem sie w podniebienie. Zarcia dosc, czas cos wypic. Plan byl taki by wyszukac ciekawy lokal i atakowac go wielokrotnie, zas w przerwach na piwo pozwiedzac miasto. Los padl na (tu zdjecie nazwy lokalu - ale pisze z telefonu wiec nie mam jak wsadzic)
Skusil mnie slogan - tak reklama, ktorych jestem przeciwnikiem "Czechy na morzem" mianowicie chodzi o sposoby podawania pilsnera na kilka spobow i jak sie okazuje jedno piwo smakuje roznie w zaleznosci od sposobu. Sympatyczny barman byl na tyle elokwentny ze zachecil do przybycia jeszcze dwa razy.

Jesli chodzi o miasto, podoba mi sie bardzo. Bardziej to chyba tylko Wroclaw ale architektura, zabytki, uklad przestrzenny i ilosc atrakcji jest w stopniu tak dobrym ze przebywa sie tam z przyjemnoscia i checia. Wracajac na sam sen jeszcze udalo mi sie przejzec ostatnie wiadomosci na komputerze w hostelu.
W tym samym budynku miesci sie lokal "szafa" ale jakos nie doznalem przekonania udajac sie tam celem dokonania proby zaplaty za nocleg wg ustalen z pania od hostelu, ktora jak sie pozniej okazalo jest nawet ladna.

[Treść posta powstała 2 dnia w namiocie na telefonie komórkowym]

20 mar 2015

Autostrady

Do planowania podróży zawsze poszukiwałem informacji o tym gdzie trzeba dodatkowo płacić za drogi. Czasem ekstra płaci się za drogi szybkiego ruchu, czasem za wszystkie, czasem opłaty nie dotyczą motocykli. Postanowiłem zebrać to wszystko w jedno miejsce.

Polska 

W Polsce sytuacja jest chora. Mimo że mniej więcej rozumiem treści po polsku to często jest problem z ogarnięciem za co, kiedy i jak się płaci. Dobry pogląd na sprawę nadaje poniższa ilustracja:
 fot. Grafika: Jarosław Pilucik 

Jak widać na załączonym obrazku sprawa nie jest prosta ani logiczna, bo aby taką się stała trzeba wnikać w koncesjonariuszy czy interesy poszczególnych firm. A co to nas obchodzi? 
Tak oto: 

A1
Toruń - Gdańsk (Rusocin - Nowa Wieś) Zarówno motki jak i osobówki zapłacą za ten odcinek 29,90

Pozostałe odcinki bezpłatne 

A2-
Świecko - Nowy Tomyśl - Auta i motki płacą 18 PLN
Nowy Tomyśl - Konin - Auta i motki 51 PLN
Konin - Stryków - Auta 9,90 Motki 5PLN
Cały odcinek: Auta: 78,90 Motki: 74PLN

Pozostałe odcinki bezpłatne

A4-
Wrocław - Gliwice - Auta 16,20 Motki 8,10 PLN
Katowice - Kraków - Auta 18 Motki 9 PLN 
Cały odcinek: Auta: 34,20 Motki: 17,10 PLN

Pozostałe odcinki bezpłatne

Za te autostrady płaci się w bramkach.  
Wszystkie pozostałe autostraty są "za darmo".
Choć jest i światełko w tym tunelu. Gdy wprowadzą opłaty przez ViaTroll z racji braku możliwości technicznych mają zwolnić z opłat motocykle. 



Austria
Płacimy za drogi szybkiego ruchu systemem winiet
10 dni: Motki - 5EUR Auta - 8,70EUR

Białoruś
Na wyznaczonych drogach szybkiego ruchu
Motki darmo
Auta - po wynajęciu puzderka BelToll: 20 EUR kaucji, 0.04EUR/km  LINK

Bośnia i Hercegowina
Za odcinki autostrad na bramkach płacą zarówno motki jak i puszki wg cennika: LINK w Markach Konwertybilnych (1/2EUR) lub Euro

Bułgaria
Płacimy za korzystanie ze wszystkich dróg formą winiety 5EUR za 7 dni

Chorwacja
Płacimy na bramkach przejazd po autostradach
Ceny pełnych odcinków w/g cennika

Czechy
Autka kupują winietkę na wszystkie drogi szybkiego ruchu 10 dni = 310CZK = 47PLN
Motki jadą gratis

Francja 
W tym dzikim kraju autostrady są płatne dla wszystkich pojazdów. Do wyliczania kosztów nadaje się ta strona.
Opłat dokonuje się na bramkach lub specjalnym systemem typu toll, który przyspiesza przejazd przez bramki. Ceny są jednak wysokie (np Calais - Paryż - 22 EUR)

Grecja
Ten dziki kraj pobiera opłaty za przejazd drogami szybkiego ruchu. Metod jest wiele dotyczą również motocykli a szczegóły można poznać tutaj.

Hiszpania
Ten dziki kraj pobiera opłaty na wszystkie możliwe sposoby ze wszystkich pojazdów wg cennika

Macedonia
Tu płacimy na autostradach przy bramkach za poszczególne odcinki kosmicznymi sumami np 60 denarów (równowartość 4PLN). Można również zapłacić w euro - resztę otrzymamy w miejscowej walucie.

Mołdawia 
Płatne ponoć ale nikt nie wie co i jak.

Niemcy 
Jeszcze przez jakiś czas za darmo. Chodzą plotki że opłaty dotkną tylko przejezdnych i 10 dni na autostradach będzie kosztować całe 10 EUR. Nie wiadomo jeszcze jak z motocyklami.

Norwegia
Płatne odcinki autostrad odcinkami po ok. 30NOK = 14,5PLN

Portugalia
Płatne odcinkami - najdroższy odcinek kosztuje 21 EUR. Opłacać można w bramce lub elektronicznym systemem na bieżąco zdejmujący kasę z karty kredytowej.

Rosja 
Drogi są bezpłatne ale płaci się cuda wianki na granicy.

Rumunia
Tutaj obowiązuje opłata za korzystanie ze wszystkich dróg formą e-winiety. Na granicy lub stacji benzynowej wykupujemy winietę (do punktu kierujemy się z dowodem rejestracyjnym) w systemie zapisywany jest numer rejestracyjny pojazdu, zatrzymujemy kwit. Winieta na tydzień kosztuje 3 EUR ale na stacjach często pobierają opłatę za zapłatę w euro i kasują równo 5 EUR.

Serbia
Tu płacimy na autostradowych bramkach od 2 do 6,5EUR

Słowacja
Drogi szybkiego ruchu - motki za free (z koszem płacą jak za auto), auta winietą 10EUR / 10 dni

Słowenia
Winieta - Motki: 7,50 Auta 15 EUR/7dni

Szwajcaria 
Drogi szybkiego ruchu - wszyscy do 3,5t płacą za cały rok winietą za 40 CHF (ok 200PLN)

Turcja
Opłacamy winietą elektroniczną (chip) lub transmiterem które ładujemy pieniądzem a specjalne bramki potrącają opłaty. Na telefon przychodzą informacje ile jeszcze kasiory zostało. Temat dotyczy również motocykli. Płaci się również za przejazd niektórymi mostami (np most do Europy jest darmowy tylko w stronę Europy)

Węgry
Niektóre drogi szybkiego ruchu są bezpłatne:
Autostrada M31
Droga krajowa M86
Autostrada M8,
Droga krajowa M9
odcinek między drogami głównymi nr 6 i 51
Droga krajowa M9 (droga główna 61)
odcinek obwodnicy Kaposvár
Droga krajowa M4 (droga główna 4)
odcinek pomiędzy Vecsés – droga prowadząca do Międzynarodowego Lotniska im. Ferenca Liszta w Budapeszcie (odcinek drogi pomiędzy 19+550 km i 20+518 km)
Poniższe odcinki autostrady M0
◦ Odcinek pomiędzy drogą krajową nr 1 oraz autostradą M5
◦ Odcinek pomiędzy drogą ekspresową M4 (droga krajowa nr 4) oraz M3
◦ Most Megyeri (odcinek między drogą krajową nr 11 i nr 2) 

Za całą resztę zapłacisz e-winietą (system podobny jak w Rumunii). Dziesięciodniowa impreza kosztuje w tym przypadku ok 3000HUF ~ 40PLN

Włochy 
Ten dziki kraj kosi równo i pobiera opłaty za przejazdy autostradą w formie gotówki lub kartą prepaid - ceny od 4 do 50 EUR (Milan - Neapol) planuj podróż



Kraje pominięte na liście nie pobierają opłat za przejazd autami czy motocyklami.